Sakramenty – należą mi się?

Kościół jest depozytariuszem sakramentów Nowego Testamentu ustanowionych przez Jezusa Chrystusa. A one są czynnością Jezusa Chrystusa i Kościoła, poprzez które wyraża się i umacnia wiara, oddawany jest kult Bogu i dokonuje się uświęcenie człowieka. Kościół udziela ich poprzez szafarzy, i są one znakiem działania Boga (Por. Kan 840 Prawo Kanoniczne)

Taka znana większości nam i być może denerwująca nas definicja katechizmowa brzmi: Sakrament to widzialny znak niewidzialnej łaski bożej.

Co to znaczy?

Czym są sakramenty? Czy są jakimś pobożnym hokus- pokus? Magicznym myśleniem pobożnych ludzi? A może rzeczywistością wymyśloną przez podłych członków Kościoła dla zbierania pieniędzy i sprawowania władzy, nad delikatnie mówiąc, głupim ludem? Tak. Niestety, ale i z takimi definicjami sakramentów spotkałam się. A to z racji mojej pracy duszpasterskiej.  I mam  wielką nadzieję, że takie rozumienie nie występuje u większości ochrzczonych i bierzmowanych katolików. Wiele bowiem w tym myśleniu błędów, stereotypów i po prostu braku wiedzy.

Rozumiem tych, którzy tak myślą, sama przez wiele lat mojego życia tak myślałam (gdy byłam niewierzącą katoliczką).  Jeśli takie definicje mamy w głowie, w sercu, to znaczy, że zatrzymaliśmy się na etapie dziecięcego patrzenia na sakramenty. A takie patrzenie człowiek dorosły musi odrzucić, i robi to, ale jednocześnie wyrzuca ze swego życia sakramenty. A szkoda. Wielka szkoda. Zadanie jakie staje przed dorosłym, to przejście z wiary dziecięcej, trochę magicznej na poziom wiary człowieka dorosłego. Jeśli tego nie zrobi, zacznie traktować sakramenty okazjonalnie lub/i z przymrużeniem oka. Mówiąc mocniej: niegodziwie.

Kościół, chodzi mi o wspólnotę wierzących, nie jest przecież supermarketem religijnym do którego  przychodzimy i kupujemy usługę, w tym przypadku sakrament. Tak często traktujemy Kościół, jak jakiś bazar świętych dziwności,  w którym możemy nabyć na przykład: dziś chrzest dziecka, bo przecież wypada, chociaż nie jestem wierzący. Kiedy indziej ślub kościelny, no bo ładniej tak będzie, a i co rodzice powiedzą. Kiedy indziej znów bierzmowanie, koniecznie natychmiast, bo się zgapiłem, a chrzest dziecka za miesiąc. No, co z tego, że nie wierzę. Należy mi się. Tak, to prawda. Płacę przecież, to mi się należy! Nieprawda. Nie dlatego się nam należy, bo składamy pieniężną ofiarę. Zupełnie nie dlatego…

Niestety, Kościół czasem przyczynia się do takiego deprecjonowania znaczenia sakramentów w naszym życiu. I ze strony szafarza może wystąpić wina i ze strony przyjmujących może wystąpić wina – przecież, przyjmujący sakrament to najczęściej osoba już po chrzcie, a z tego sakramentu wynikają pewne zobowiązania wobec Wspólnoty Kościoła, których tak naprawdę, nie ma on zamiaru wypełnić. No, może czasem wypełnia, ale z przymrużeniem oka.

Jak to więc jest naprawdę?

14040027_1193414017389105_670289738395725029_n

A.Kiko. Ikona Jezusa Pantokratora

W Kościele sakramenty są   d a r e m   i oznaczają pewną rzeczywistość.

Rzeczywistość, którą dostrzec może i żyć nią może, człowiek wierzący w Boga, w Objawienie i w Jezusa Chrystusa, co za tym idzie wierzący Kościołowi. Jeśli tego się w sobie nie ma… to trzeba poczekać, rozwijać wiarę, aby móc przyjąć dar sakramentu. Sakramentu nie można sobie wziąć, kupić – nawet jeśli tak nam się wydaje, bo daliśmy ofiarę pieniężną księdzu. O sakrament prosi się Kościół i po spełnieniu pewnych warunków, można go otrzymać. Warunkiem udzielenia sakramentu jest odpowiednia dyspozycja mającego przyjąć sakrament, otwartość na działanie Boga i wiara w Niego. Inaczej sakrament jest przyjęty czy sprawowany niegodziwie, czyli bez należnego mu szacunku. A nawet powiem mocniej:  jest pewnego rodzaju profanacją, jeśli jest to podszyte premedytacją.

Ktoś powie, zapyta: szacunku? Komu tu okazywać szacunek?

No, właśnie. I mamy odpowiedź czym są sakramenty w Kościele.

Sakramenty to udział w życiu Jezusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego.

Szokujące? Tak. Szokujące.

c.d.n.

Zmartwychwstanie

Pozostajemy w radości ze zmartwychwstania Chrystusa, i tak będzie przez osiem kolejnych dni. Jest to tak zwana Oktawa Wielkanocna. Rozpoczyna się ona Niedzielą Zmartwychwstania i trwa do następnej niedzieli, zwanej Niedzielą Miłosierdzia, lub Białą Niedzielą ( wtedy to nowo ochrzczeni kończyli biały tydzień). Przez osiem dni trwa jeden liturgiczny dzień: Uroczystość Zmartwychwstania.  Świętujemy Jego i nasze zmartwychwstanie które dokonało się w sakramencie chrztu.

WP_20170416_17_23_14_Pro

Pusty Grób. (Katedra Szczecińska A.D.2017)

„My wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć. Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my postępowali w nowym życiu – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca.

Jeżeli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie.

To wiedzcie, że dla zniszczenia ciała grzesznego dawny nasz człowiek został z Nim współukrzyżowany po to, byśmy już dłużej nie byli w niewoli grzechu. Kto bowiem umarł, został wyzwolony z grzechu.” (Por Rz 6, 1-14)

WP_20170416_19_34_55_Pro11

Ikona Zmartwychwstania Chrystusa (Katedra Szczecińska A.D.2017)

Żeby doświadczyć tego zmartwychwstania ze śmierci grzechu, trzeba uświadomić sobie, że jest się w grobie.  I temu służył czas Wielkiego Postu. Bez tego doświadczenia, mocnego czy słabego, nie zrozumiemy tego co jest naszym udziałem. Nie doświadczymy, że i my zmartwychwstaliśmy z Chrystusem w Noc Paschalną. Święta będą dla nas czystym sentymentalizmem, niezrozumiałym teatrem, w którym katolicy odgrywają sceny z życia Pana Jezusa. Będziemy skupiać się na święconce, zajączkach, wiosennej atmosferze. Będziemy przeżywać Święta bardzo płytko. Zrobimy ze Świąt Zmartwychwstania Święto Wiosny. Przykre.

Cały Wielki Post prowadził nas do tego jednego momentu: do odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych. Bp Grzegorz Ryś powiedział kiedyś, że w tym wszystkim chodzi o to, aby wstrząsnąć w nas wodami chrzcielnymi.  O to chodzi! Aby na nowo zacząć żyć tożsamością chrzcielną. Aby wstać z Chrystusem z grobu. Aby spotkać Zmartwychwstałego Jezusa. Podobnie jak uczniowie spotykali Go w różny miejscach i na różny sposób. Jezus daje im się poznać, składa obietnicę, że zawsze z  nimi, z nami będzie. I jest.

Trwajmy w radości.

 

 

 

Cisza Szabatu

Za nami Wielki Czwartek i Wielki Piątek. Uczestniczyliśmy w Liturgii Mszy Wieczerzy Pańskiej i w Liturgii Męki Pańskiej. Obie są bogate w treść i znaki. Piękne i męczące zarazem. Jeśli były długie. A takie być powinny. Treść tych rzeczywistości, dzięki długości miała szansę nas dotknąć, wyryć się nam w pamięć.

Liturgia Wieczerzy Pańskiej, w której centrum stoi obrzęd umycia nóg czyli Mandatum, jest ukazaniem nam pokory Syna Bożego, który zostawiając nam siebie w Eucharystii, daje nam przykazanie wzajemnej miłości, na Jego wzór. On umył uczniom nogi. Nogi umywała żona-mężowi, lub niewolnik i w dodatku nie-Żyd.

Eucharystia uzdalnia nas do mycia sobie nawzajem nóg. Wszyscy mamy je zabrudzone. Jezus umywa je nam i my winniśmy oddać innym tą samą przysługę. To znaczy: mamy się wzajemnie kochać, czynić dobrze, przebaczać tak jak On to czyni wobec nas. Doświadczamy tego w każdej Eucharystii i każde zjednoczenie z Nim w Komunii Świętej uzdalnia nas do wypełniania tego przykazania.

19-P1100278-001

Mandatum (fot. R. Karwowski)

W centrum Liturgii Męki Pańskiej jest adoracja krzyża. Adorujemy  Jezusa zabitego na krzyżu. On jest dobrym ziarnem, które obumierając wydało plon obfity. Jezus czyni z krzyża prawdziwe drzewo życia. Cześć oddawana przez Kościół Krzyżowi Chrystusa tego dnia, jest taka sama jak ta, oddawana Eucharystii, i wyraża się przez przyklęknięcie na dwa kolana. Po adoracji Krzyża następuje Komunia Święta. Spożywamy Ciało Pańskie konsekrowane w czasie Liturgii Wielkiego Czwartku. Nie ma konsekracji Chleba i Wina w Wielki Piątek. Czasem mówi się, że w Wielki Piątek i w Wielką Sobotę  Kościół nie sprawuje Mszy Świętej. Jest to bardzo mylące stwierdzenie, ponieważ od znaku krzyża na rozpoczęcie Liturgii Mszy Wieczerzy Pańskiej, aż do znaku krzyża w czasie Wigilii Paschalnej trwamy w JEDNYM wydarzeniu liturgicznym rozciągniętym na trzy dni. Dlatego, nielogicznym wydaje się stwierdzenie: nie ma w te dni Mszy Świętej. Dlatego, że ona trwa.

17916990_1436976203032884_1490890650_o

Namaszczanie olejkiem nardowym rzeźby ciała Chrystusa na adorację Krzyża  

W te Trzy Święte Dni możemy doświadczyć i zrozumieć, że liturgia dotyka życia i że ma być spleciona z życiem. Nasze życie ma przenikać liturgia, niektórzy powiedzą, że ma stać się liturgią. Ktoś powiedział mocniej: że gdy Msza się kończy, to tak naprawdę się zaczyna. To wtedy, sprawdza się jak żyjemy Mandatum. Między Liturgią Wielkiego Czwartku, Wielkiego Piątku, ciszą Wielkiej Soboty (którą niestety rozbija prawie całodzienne święcenie pokarmów) trwamy w liturgii. Będąc w domu, w pracy, robiąc różne rzeczy poza kościołem trwamy w liturgii. Nikt nas nie rozesłał, a wręcz przeciwnie zachęca do trwania przy Jezusie. To jest moment sprzężenia Liturgii z codziennością, który da się zauważyć.

WP_20170415_13_05_53_Pro

Grób Pański

Trwajmy więc w ciszy odpoczynku Boga. On upodobnił się do nas we wszystkim, nawet w śmierci. Pasterz odszedł. Umarł. Leży w grobie.

*Wykorzystanie zdjęć bez zgody zabronione. 

**Zdjęcia zostały wykonane w Katedrze Szczecińskiej. A.D.2017.

Wierny

Jesteśmy zanurzeni w duszącej atmosferze zdrady, pytań i niepewności. Kto jest zdrajcą? Kto jest zdolny do TAKIEGO czynu? Uczniowie zadają sobie to pytanie. Już wiele razy doświadczali zagrożenia życia z powodu Jezusa. A teraz, po wskrzeszeniu Łazarza przebywanie z Nim stało się bardziej niebezpieczne. Czy wystarczy im miłości, aby znieść kolejne oskarżenia? Czy ustrzegą siebie samych przed zdradą? Co im zagraża? Co się z nimi stanie? Ile z tych pytań kotłowało się w ich sercach, umyśle? Przecież każdy z nich był zdolny do zdrady.

Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę. Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu [uczniami]. A gdy jedli, rzekł: Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was mnie zdradzi. Bardzo tym zasmuceni zaczęli pytać jeden przez drugiego: Chyba nie ja, Panie?

Judasz

TINTORETTO, Ostatnia Wieczerza
ok. 1570, olej na płótnie; San Polo, Wenecja

Wbrew pozorom, to Jezus panuje nad sytuacją.  Nie śmierć i zdrada. We fragmencie z Ewangelii wg św. Jana widzimy Jezusa, który mówi do Judasza:

Co chcesz czynić, czyń prędzej. (J 13,27)

Wygląda to tak, jakby nawet pośpieszał Judasza. Idź! Zrób to co już zamierzyłeś!

Jezus jest Panem sytuacji. Po wyjściu Judasza, rozpocznie się godzina Jego chwały. Będzie zdradzony, wydany na zabicie, ale to On panuje nad wydarzeniami.

Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. ( J 13 31-33)

Ewangelista Mateusz pokazuje Jezusa, który wskazuje otwarcie na Judasza jako na zdrajcę. Nie wybiela go, nie traktuje z pobłażliwością, nie usprawiedliwia. Stwierdza fakt. Prawda może jeszcze go wyzwoli.

Ten, który ze Mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził. Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, rzekł: Czy nie ja, Rabbi? Odpowiedział mu: Tak jest, ty. (Mt 26 23-25)

Jezus jest tym któremu życia się nie odbiera. On sam je daje.

Apostołowie nie są pewni swojej wierności, i jeden z nich okazuje się tak słaby, tak niedojrzały, że staje się zdrajcą.

Judasz

Jak bardzo Jezus jest inny od nas, ludzi dotkniętych kondycją po grzechu pierworodnym. On, Jezus, Bóg – Człowiek, jest wierny człowiekowi, wierny przymierzu, wierny w miłości nawet wobec Judasza. Do końca.

Pozostańmy w tej duszącej atmosferze niepewności, pytań i zdrady. Niech ona nas dotknie, niech sprawi, że i nam zabraknie tchu i poczujemy ukłucie w sercu. Może zrodzi się i w nas to pytanie: Chyba nie ja, Panie?

Bo czyż nie jesteśmy do nich podobni w naszych wyborach, decyzjach? Ile jest z nich w nas?

Tylko o Nim z całą pewnością można powiedzieć: WIERNY.


W Wielką Środę Kościół czyta trzecią Pieśń o Słudze Pańskim (Iz 50,4-9a), Psalm  69,8-10.21-22.31.33-34 i fragment z Ewangelii wg św. Mateusza (Mt 26,14-25).

Stracona owca

Podobnie jak wczoraj tak i dziś jesteśmy na uczcie.
Ostatnia Wieczerza opisana na kartach Ewangelii według św. Jana nie zawiera opisu ustanowienia Eucharystii, Mszy Świętej. Widzimy prawdopodobnie posiłek paschalny spożywany przez Jezusa i Apostołów. I w czasie tej wieczerzy paschalnej Jezus zapowiada, że zostanie zdradzony:

Jezus, wstrząśnięty do głębi, oświadczył: Uroczyście zapewniam was: Jeden z Was mnie zdradzi. ( J 13, 21)

Jezus przeżywa podobny wstrząs na widok śmierci Łazarza:

Maria „kiedy Go zobaczyła, upadła Mu do nóg i rzekła: „Panie, gdybyś był tutaj, mój brat by nie umarł. Gdy więc Jezus zobaczył, że ona płacze, a także płaczą Żydzi, którzy z nią idą, wzburzył się wewnętrznie i był wstrząśnięty. Następnie zapytał:  Gdzie złożyliście go do grobu?” (J 11, 33-34)

Gdy zaprowadzili go na miejsce pochówku czytamy:

„Jezus, ponownie wzburzony, podszedł do grobu.” ( J 11, 38)

Jezus podając Judaszowi kawałek chleba doznaje podobnego uczucia, jak wtedy gdy stanął wobec śmierci Łazarza. To co dokonało się w sercu Judasza jest śmiercią nad którą Jezus nie ma władzy. Judasz żyje i ma wolną wolę. Dokonuje wyboru tragicznego w skutkach.

Łazarza wskrzesił.

Judasza próbuje uratować konfrontacją.

Czarna

Mówią, że Judasz musiał zdradzić, aby spełniło się proroctwo. Rodzi się pytanie: Czy Jezus byłby zdolny do zostawienia Judasza na pastwę śmierci?

Czy Jego zapowiedź: Jeden z Was mnie zdradzi, nie jest próbą oświetlenia sumienia Judasza, aby ten się opamiętał?  Czy nie jest próbą sprowadzenia do stada zagubionej owcy?

Jezus jest Dobrym Pasterzem. Zdradzony, nie ustaje aby odszukać to co zginęło.

*Cytaty pochodzą z  Nowego Testamentu Edycji św. Pawła.

Zapach nardu

Rozpoczęliśmy Wielki Tydzień. W kolejnych odsłonach  poprzez liturgię będziemy uczestniczyć w największych tajemnicach Chrystusa: w  Jego męce, śmierci, zstąpieniu do Otchłani i zmartwychwstaniu.

Dzisiejszy dzień ma zapach nardu. Maria namaszcza Jezusowi nogi drogocennym olejkiem nordowym*  i wyciera je swoimi włosami. To co robi jest nieprzyzwoite i oburzające. Przyzwoita kobieta, tamtej kultury i tamtych czasów, publicznie nie odsłaniała włosów i nie dotykała mężczyzny, który nie był jej mężem.

nardostachys_jatamansi Kwiat nardu (Nardostachys jatamansi) 

Ta scena przypomina mi inną, równie oburzającą i nieprzyzwoitą:

„Jezus wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał.  Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany.” (J 13,4).

Nogi umywał sługa-niewolnik.

Umycie_n__g

Jak bardzo namaszczenie przez Marię dotknęło serce Jezusa? Czego On, dzięki niej doświadczył?

Zapachu nardu nie da się zapomnieć.

I pytania o umycie nóg też.

Święty Jan Chryzostom pisze: ” Zapomnieli ludzie o zwycięstwach wielu królów i władców, nie pamiętają imienia różnych budowniczych miast i zdobywców ludów. Po całym zaś świecie, mówi się o tym, że ta kobieta w domu jakiegoś trędowatego i w obecności tylko dwunastu mężczyzn wylała olejek. I choć czas mija, pamięć o tym czynie nie słabnie”. 

Woń olejku roznosi się do dziś, nieprzerwanie od ponad dwóch tysięcy lat.

Do dziś wpadamy w zakłopotanie słysząc pytanie: Czy dasz sobie umyć nogi?

*Olejek otrzymywany jest z korzenia i łodygi rośliny Nardostachys jatamansi, rosnącej w Himalajach na wysokości 3000-4000 m n.p.m. W czasach Jezusa płacono za niecałe pół litra około 300 denarów czyli 300 dniówek robotnika. 

Bóg nie kocha byle jak

Za nami połowa Wielkiego Postu i możemy się już czuć zmęczonymi wytężoną pracą nad zmianą swojego życia. Może nawet ulegamy zniechęceniu, bo nam nie wychodzi. A może niektórzy z Was, tocząc zaciętą walkę z diabolos*, poddali się? Mówią sobie: to nie dla mnie, nie wychodzi mi, nie wierzę, że uda mi się zmienić.

„Straszną jest rzeczą wątpić w swe nawrócenie”, powiada Cyryl Jerozolimski w katechezie o pokucie i odpuszczeniu grzechów, i dalej mówi: „Kto nie ma nadziei zbawienia, powtarza grzech za grzechem. Przeciwnie, kto ufa w wyzdrowienie, ten uważa na siebie.”Trzeba wierzyć Bogu! Trzeba wierzyć w swe nawrócenie, bo jesteśmy wspierani łaską Boga, szczególnie poprzez życie sakramentem Eucharystii i sakramentem pojednania i pokuty. To w sakramencie Eucharystii możemy złączyć swoją ofiarę, ten wysiłek woli zaangażowanej w nawrócenie, ale i upokorzenie grzechem, z ofiarą Jezusa, prosząc, aby On nas przemieniał. Przecież po komunii świętej Jezus nie zostaje w kościele, zamknięty w tabernakulum, ale idzie z nami, jest w nas obecny. Jak to mówił nasz Założyciel: stajemy się Jego tabernakulum.

To bardzo ważne, aby o tym pamiętać. Jezus stoi za Tobą, wspiera w walce.

Może ktoś powie: ale moje grzechy są nie byle jakie, są wielkie!

Znów zacytuję Cyryla Jerozolimskiego, bo bardzo tu pasuje:

„Bóg kocha ludzi i to kocha nie byle jak. Dlatego nie mów: Dopuściłem się cudzołóstwa, złamałem małżeństwo, zgrzeszyłem ciężko, nie raz, lecz wiele razy. Czy Bóg przebaczy, czy odpuści? Posłuchaj, co mówi psalmista: Jak wielka twoja dobroć, Panie (Ps 30,20)! Twe liczne grzechy nie potrafią przewyższyć mnóstwa zmiłowań Boga; twe rany nie przewyższą wiedzy i sztuki lekarza. Oddaj się mu tylko z wiarą! Przedstaw lekarzowi swoją chorobę! Powiedz z królem Dawidem: Rzekłem: Wyznam nieprawość moją Panu, a Ty darowałeś grzech mojego serca (Ps 31,5).
Jeśli zarosłą cierniem rolę zacznie się uprawiać, stanie się ona urodzajna, a my się nie odnowimy? Natura nasza otrzymuje zbawienie, potrzeba tylko dobrej woli”.

 

Nie pozwólmy sobie wmówić, że nic z nas nie będzie, bo minęło kilka tygodni, a my dalej popełniamy ten sam grzech. Powierzmy się w tym Bogu, On wie, ile potrwa terapia. Zaangażujmy się tak, jak potrafimy, czyńmy dobro, korzystajmy z sakramentów.

Bądźmy cierpliwi, On jest.

dawid i betszeba
Dawid i Betszeba. Trzebnica, XIII w. (Źródło:albumromanski.pl)

Zachęcam do zapoznania się z historią króla Dawida z 2 Księgi Samuela, rozdziały 11 i 12.

 

*Diabolos po grecku znaczy oszczerca. Tak nazywają go Ojcowie Kościoła, ponieważ diabeł fałszywie oskarżał ludzi przed Bogiem (Hi 1,9-11) i Boga przed ludźmi (Rdz 3, 4-5)
Cytaty pochodzą z książki: Cyryl Jerozolimski, Katechezy przedchrzcielne i mistagogiczne, wydawnictwo M, Kraków 2000.
tekst pierwotnie ukazał się na blogu:  http://dommodlitwy-chr.blogspot.com